niedziela, 5 lutego 2017

MARCIN ROSŁOŃ

MARCIN ROSŁOŃ


Warszawiak, wychowanek Legii. Zawodnik grający na pozycji obrońcy lub defensywnego pomocnika. Przez większą część kariery zawodnik drużyny rezerw lub na wypożyczeniach w innych klubach. Dopiero za kadencji trenera Dariusza Wdowczyka stał się podstawowym zawodnikiem drużyny, która wywalczyła tytuł Mistrza Polski (2006). Już w trakcie kariery piłkarskiej został dziennikarzem i komentatorem sportowym. Obecnie również autor książek o tematyce piłkarskiej. Dla pierwszej drużyny, w ciągu trzech sezonów rozegrał łącznie 27 spotkań, bez zdobytego gola. Ciekawy wywiad do przeczytania tutaj.

ZBIGNIEW KAKIETEK

ZBIGNIEW KAKIETEK


Pomocnik, uznawany za wielki talent. Wychowanek Znicza Pruszków. Dwukrotny zdobywca Pucharu Polski (1980, 1981). W ciągu ośmiu sezonów rozegrał 116 spotkań i zdobył 2 gole. Jako podstawowy zawodnik pierwszej jedenastki najczęściej pojawiał się na boisku dopiero pod koniec swojego pobytu w Legii. Wcześniej bywał raczej zmiennikiem. Po okresie gry w Legii przeniósł się do Motoru Lublin. Jednak odniesiona kontuzja i dwie operacji łąkotki doprowadziły do przerwania czynnej gry w piłkę. Po zakończeniu kariery piłkarskiej w 1984 roku trener lokalnych drużyn.

ROMAN HLYWA

ROMAN HLYWA


Błyskotliwy, szybki i świetnie wyszkolony technicznie prawoskrzydłowy. Przez pięć sezonów rozegrał łącznie 26 spotkań i zdobył 7 bramek. Pierwszą, w swoim debiucie przeciwko Marymontowi Warszawa, w 1/16 finalu Pucharu Polski. Jednak dopiero w następnym sezonie zaczął częściej pojawiać w pierwszym składzie. „Miałem kolegę w drużynie Legii. Nazywał się Roman Hływa, pochodził z Nowego Sącza. Na treningu wyprawiał z piłką prawdziwe cuda, żonglował jak w cyrku. Podczas mistrzowskich spotkań nie potrafił jednak tych nieprawdopodobnych umiejętności wykorzystać. Gubił się, chyba zjadała go trema” – pisał na łamach swojej książki „Alchemia futbolu” kolega z drużyny Jacek Gmoch. Ciekawa historia wiąże się z jego nazwiskiem. Dziadek mój nazywał się Hływa, ojciec też Hływa, wygląda więc na to, że i ja nie inaczej - śmieje się Romek. - Hliwą byłem na życzenie władz stalinowskich, przez lat kilkanaście. Hływa brzmiało trochę z ukraińska, co nie było w okresie czystek etnicznych i osławionej akcji 'Wisła', specjalnie mile widziane. Wpisano mi więc do dowodu spolszczoną wersję godności i tak przez jakiś czas funkcjonowałem jako Hliwa. Bez występów w reprezentacji Polski.



Link do materiału wideo:
 

poniedziałek, 30 stycznia 2017

DARIUSZ DUDEK

DARIUSZ DUDEK


Piłkarz, występujący na pozycji obrońcy lub pomocnika. W Legii, przez trzy sezony rozegrał 73 spotkania i zdobył 3 gole. Początkowo zawodnik wyjściowej jedenastki, później coraz częściej w roli rezerwowego. Najlepsze mecze rozegrał w europejskich pucharach. W spotkaniu z Barceloną pilnował Patricka Kluiverta na tyle skutecznie, że Holendrowi nie udało się zdobyć gola, za to w kilku starciach otrzymał parę ciosów łokciem. Po meczu snajper nie chciał wymienić się koszulkami i odgrażał się, że poskarży się Jerzemu na brutalną grę swojego brata. Na koniec groźba skwitowana została uśmiechem i koszulkowa transakcja doszła do skutku. Jednak najlepszy mecz rozegrał przeciwko Schalke 04 Gelsenkirchen. Na boisku pojawił się w drugiej połowie, przy stanie 0:2 dla rywala i najpierw wywalczył rzut karny dla Legii, a potem sam strzelił niezwykle efektownego gola. Niestety Niemcy, jak to mają w zwyczaju, w ostatnich minutach meczu zdobyli rozstrzygająca bramkę. W 2009 roku, z powodów zdrowotnych zakończył karierę piłkarską. Przez jakiś czas pełnił funkcję dyrektora ds. sportowych w Odrze Wodzisław. Był też asystentem trenera Piasta Gliwice, Marcina Brosza. Młodszy brat Jerzego, byłego reprezentacyjnego bramkarza. Obaj działają w Akademii Sportu Progres.



Link do materiału wideo:
 

WIESŁAW CISEK

WIESŁAW CISEK


Napastnik, z czasem ofensywnie grający boczny obrońca z bardzo silnym strzałem. Przez dwa sezony rozegrał dla Legii 30 spotkań i zdobył 4 bramki. W klubowych annałach zapisał się jako zawodnik ligowy nr 300. Pełnię swojego talentu pokazał jednak jako zawodnik Widzewa, do którego trafił w ramach rozliczenia przy transferze Dariusza Dziekanowskiego. Dwunastokrotny reprezentant Polski i zdobywca 2 bramek - obie w rozegranym w lutym 1988 roku towarzyskim meczu z Rumunią (2:2).

WILHELM WAXMAN

WILHELM WAXMAN


Kolejny zawodnik, który trafił do Legii po rozwiązaniu WKS Orzeł Częstochowa. Niezwykle lubiany przez kibiców ruchliwy i filigranowy obrońca. W kronikach rozgrywek pierwszoligowych odnotowane ma 34 rozegrane mecze, bez zdobytego gola. Jego grę cechowała waleczność i nieustępliwość. Po zakończeniu służby wojskowej powrócił do rodzinnego Krakowa lecz skutki odniesionych kontuzji nie pozwoliły mu na kontynuację kariery.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

PUCHAR POLSKI 1994

PUCHAR POLSKI 1994


Po odebraniu przez PZPN tytułu mistrzowskiego w dopiero co zakończonym sezonie, drużyna prowadzona przez Janusza Wójcika przystąpiła do kolejnych rozgrywek z mocnym postanowieniem udowodnienia polskiemu środowisku piłkarskiemu, kto jest w Polsce najlepszy. W ramach sankcji zespół nie mógł występować w europejskich pucharach. Skupiono się więc na rozgrywkach ligowych i Pucharze Polski. Dokonano wzmocnień kadrowych. W zespole pojawili się m.in. Zbigniew Mandziejewicz i Adam Fedoruk. Tradycyjnie, Legia - jak i pozostałe drużyny pierwszoligowe - dołączyła do rozgrywek o Puchar Polski od IV rundy. W międzyczasie w drużynie doszło do kolejnych przetasowań
personalnych. W ramach ratowania klubowego budżetu sprzedano Macieja Śliwowskiego, odszedł też Piotr Czachowski. Za to, po zagranicznych wojażach do Legii wrócił Dariusz Dziekanowski. Pierwszy pucharowy mecz odbył się w październiku, a rywalem był trzecioligowy Start Namysłów. Po nerwowym meczu, skromne wyjazdowe zwycięstwo zapewnił Legii Wojciech Kowalczyk. Miesiąc później, w kolejnej rundzie na drużynę czekał już bardziej renomowany rywal - Widzew Łódź. I ponownie, po golach Kowalczyka oraz Fedoruka Legia wyrzuciła za burtę łódzką ekipę (wynik 2:1). Mecze ćwierćfinałowe miały być już rozgrywane systemem mecz-rewanż, a ich terminy ustalono dopiero pod koniec marca. Najpierw jednak, w przerwie zimowej doszło do zaskakujących zmian w klubie. Niespodziewanie drużynę opuścił trener Wójcik. Jego następcą został Paweł Janas i jedną z pierwszych decyzji jakie podjął było usunięcie z zespołu Dariusza Dziekanowskiego. Za to pozyskano Jerzego Podbrożnego, króla strzelców dwóch ostatnich sezonów. W takim składzie personalnym Legia rozpoczęła wiosenną pucharową batalię. Pod koniec marca zawitała do Zamościa na pierwsze spotkanie. Drużyna Hetmana stawiła opór i po bezbramkowym remisie o awansie do kolejnej rundy miało decydować spotkanie rewanżowe. W Warszawie Legia pewnie rozprawiła się z ówczesnym drugoligowcem 3:0. Bramki znów zdobyli Fedoruk i Kowalczyk oraz Juliusz Kruszankin. Półfinałowym przeciwnikiem Legii był również aspirujący do walki o ligowe podium Górnik Zabrze. Jednak przebieg pierwszego spotkania nie odzwierciedlał tego. Legia zdemolowała zabrzan 5:2, a bramki zdobywali: Leszek Pisz (2), Marcin Jałocha, Grzegorz Wędzyński oraz Jerzy Podbrożny. Na mecz rewanżowy Legia wyjeżdżała pewna swego. Jednak po 20 minutach wojskowi przegrywali 0:2 i gospodarzom brakowało jednej bramki by rozstrzygnąć dwumecz na swoją korzyść. W dodatku zabrzanie zagrali bardzo agresywnie, a sędzia prowadzący to spotkanie zupełnie nie panował nad sytuacją na boisku. Krzysztof Ratajczyk do dziś ma "pamiątkę" - ślady po wbitych w łydkę korkach - po ataku wyprostowaną nogą Grzegorza Mielcarskiego. Zabrzanin kartki nie dostał. Niedługo później, również po starciu z Mielcarskim, z boiska został zniesiony i wylądował w szpitalu Zbigniew Mandziejewicz. Jednak Legia pokazała charakter i po golach Pisza i Kowalczyka wywalczyła awans do finału, gdzie rywalem był ŁKS Łódź - zdegradowany przez PZPN wicemistrz Polski poprzedniego sezonu. Zanim jednak doszło do spotkania finałowego Legia ponownie spotkała się z Górnikiem Zabrze, tym razem w meczu decydującym o tytule Mistrza Polski. Zabrzanie znów zagrali ostro i brutalnie. Jednak sędzia prowadzący spotkanie nie bał się karać kartkami piłkarzy Górnika, w rezultacie czego mecz kończyli bez trzech usuniętych z boiska piłkarzy. Legia zremisowała 1:1 i odzyskała tytuł Mistrza Polski. Trzy dni później stanęła do walki o kolejny triumf - w Turnieju Tysiąca Drużyn. Na miejsce 40. finału wyznaczono Stadion Wojska Polskiego, w związku z tym służby prewencyjne postawiono w stan gotowości. W grze Legii widać było zmęczenie sezonem, a zwłaszcza trudy ostatnich potyczek z Górnikiem. Wynik meczu rozstrzygnął się pod koniec drugiej połowy, kiedy to najpierw Kowalczyk, a dziesięć minut później Podbrożny, ustalili końcowy rezultat. Legia po raz dziesiąty w historii klubu zdobyła Puchar Polski. Równocześnie był to trzeci dublet. Miesiąc później, po ponownym zwycięstwie nad ŁKS-em o Superpuchar Polski, Legia została pierwszą drużyną w Polsce, która zdobyła potrójną koronę.

18 czerwca 1994, Stadion Wojska Polskiego w Warszawie
Legia Warszawa - ŁKS Łódź 2:0 (0:0)
Bramki: Wojciech Kowalczyk (77), Jerzy Podbrożny (87)
Sędzia: K. Perek (Poznań)
Widzów: 20000
Legia: Zbigniew Robakiewicz - Marek Jóźwiak, Juliusz Kruszankin, Krzysztof Ratajczyk, Marcin Jałocha - Radosław Michalski, Leszek Pisz, Grzegorz Wędzyński, Adam Fedoruk
(72' Dariusz Szeląg) - Jerzy Podbrożny, Wojciech Kowalczyk
Trener: Paweł Janas


Na zdjęciu drużyna Legii przed rozpoczęciem meczu finałowego.
Od lewej: Leszek Pisz, Zbigniew Robakiewicz, Wojciech Kowalczyk, Krzysztof Ratajczyk, Juliusz Kruszankin, Adam Fedoruk, Marek Jóźwiak, Marcin Jałocha, Grzegorz Wędzyński, Radosław Michalski oraz Jerzy Podbrożny.


Linki do materiałów wideo: